Dar pomagania



5.12 to Międzynarodowy Dzień Wolontariusza


Warto się pochylić chwilę dłużej nad tym co dla nas oznacza wolontariat, jak się zmienił na przestrzeni czasów, jak zdobywał swoje cenne miejsce w różnych aspektach życia.

Z tytułu mojej pracy najwięcej wspólnego z wolontariatem miałam do czynienia przy okazji organizacji wydarzeń sportowych. Pierwszy prawdziwy wolontariat zorganizowaliśmy przy okazji organizacji Mistrzostw Europy w łyżwiarstwie Figurowym w 2007 roku. Potem było parę innych wydarzeń ale dla mnie najbardziej spektakularne były Europejskie Letnie Igrzyska Olimpiad Specjalnych, które bez wolontariuszy nie byłyby w ogóle możliwe. Wtedy do organizacji w ramach wolontariatu zgłosiło się ponad 3 000 osób, organizowało z nami Igrzyska prawie 2500 wolontariuszy. To właśnie przy tego typu imprezach poznałam mnóstwo ciekawych, interesujących i chętnych do zdobywania wiedzy i doświadczenia ludzi. Wielu z nich nadal jest w moim otoczeniu, niektórych obserwuję na różnych profilach społecznościowych jak złapali wiatr w żagle i jak rozwijają się dalej, jak rozwijają się teraz ich kariery.


Zawsze podziwiałam Wolontariuszy, ich może nie do końca bezinteresowne zaangażowanie. Czemu nie do końca? Bo Wolontariusze oprócz chęci niesienia pomocy są osobami, które chcą się uczyć, chcą poznawać innych ludzi, inne kultury. Są otwarci i też dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem.


Pamiętam jak przy jednej z pierwszych akcji wolontariackich do mojego zespołu trafiła grupka 4 młodych chłopaków (II rok studiów) – oj wtedy początki były beznadziejne. Trochę czasu mi zajęło zweryfikowanie wartości „wolontariat” na uczelni, z którą wówczas współpracowaliśmy. Jakim było dla mnie rozczarowaniem gdy się okazało, że uczelnia na wolontariat „wysyłała” swoich uczniów – i nie ma w tym nic złego gdy ktoś chce tę pracę potraktować jako praktyki, ale zupełnie co innego gdy to ma być kara. A tak wtedy to funkcjonowało. Dużo czasu zajęła mi wówczas „walka” z systemem i przekonywanie głównie ówczesnego dziekana, że nie na tym wolontariat polega. A wracając do 4 nieszczęsnych wolontariuszy – byli niepunktualni, nie przykładali się w żaden sposób do swoich obowiązków, chcieli tylko kwitek i mieć to odhaczone. Wyrzuciłam ich z tej akcji po 4 dniach (nie znałam ich historii), im 2 kolejne dni zajęło dojrzałe przemyślenie wszystkiego co się stało. Pojawili się w garniturach z kwiatami na przeprosiny i prośbą o rozmowę. Rozmawialiśmy chyba 2 godziny lub dłużej, oni opowiedzieli swoją historię – czemu znaleźli się na tej akcji wbrew swojej woli, jak postępowała wówczas ich uczelnia, ja im pokazałam jednak, że mogą nadal wykorzystać tę okazję i potraktować to jako szansę. Z początku zależało m tylko by jednak „zaliczyć” akcję, ale w trakcie rozmowy okazało się, że jak każdy z nas, mają swoje zainteresowania, coś im sprawią większą przyjemność. Tak znaleźliśmy im nowe funkcje podczas zawodów, chłopaki przez kolejny tydzień naprawdę dali z siebie wszystko. Na zakończenie znów dostałam bukiet kwiatów z podziękowaniem, że dałam im szansę. Ja dałam im szansę, jednak to od nich zależało czy z niej skorzystają czy nie. Potem spotykaliśmy się przy wielu imprezach sportowych, sami zgłaszali się do współpracy jako wolontariusze.


Innym razem zatrudniłam jako Koordynatora Wolontariuszy młodą dziewczynę, za raz po studiach. Pamiętam jak zaskoczyła ją aplikacja na wolontariat Pani w wieku lat ponad 50, same zgłoszenia studentów i jedna rodzyneczka. Pamiętam naszą rozmowę gdy tylko jej pokazałam zalety osoby starszej od studentów „na pokładzie”, gdy porozmawiałyśmy znów o różnych funkcjach, o doświadczeniu, o różnym podejściu do życia. Fakt, że nasza wolontariuszka – absolwentka Uniwersytetu III Wieku była też niesamowita i jeszcze przez parę lat pomagała nam przy innych wydarzeniach. A sama Koordynatorka? Pracowałyśmy potem już razem wiele lat, nauczyła mnie też bardzo dużo, to przyjemność spotykać takie osoby na swojej drodze. Pamiętam gdy przy jakimś evencie podziękowała mi za to, że pokazałam i wprowadziłam ją w świat eventów. To było mega miła i jak to już od paru lat jej powtarzam „uczennica przerosła mistrzynię” ;-)


Pamiętam historię wolontariusza, który naprawdę nie wiem jak wytrwał z nami ;-) codziennie przyjeżdżał na 6 rano i w pogodę i niepogodę otwierał i zamykał szlaban by autokary mogły płynnie się przemieszczać. Nie zrażał się beznadziejnością i monotonnią swojego zadania, nawet nie oczekiwał, że ktoś go zmieni (uwierzcie staraliśmy się by osoby rotowały, by właśnie nie utknęły w takim nieciekawym miejscu). Oczywiście zawsze mówię i to podkreślam, wszyscy jesteśmy zespołem i praca każdego z nas jest tak samo ważna. Ale nie zdziwiłabym się gdyby na 3 czy 4 dzień go zabrakło. Po dyżurze na szlabanie pomagał nam w innych pracach i codziennie wracał na swoje poranne stanowisko. Wolontariuszem był przez kilka kolejnych lat przy różnych ventach, które organizowałam. Teraz rozwija się w świecie onkologii, podróżuje. Odnoszę wrażenie, że spełnia swoje marzenia ;-)


Takich historii naprawdę znam wiele. Może tym bardziej wzmacniają one we mnie wiarę w ludzi, wiarę w wolontariat.


Wolontariat w Polsce od „moich” czasów zdecydowanie się rozwinął. Prężnie działają Centra Wolontariatów (ich początki w Polsce to 1993 rok) i te globalne i te przy różnych instytucjach. Wolontariusze oferują swój czas, zaangażowanie, doświadczenie i chęci pomocy – w bardzo różnych projektach, bynajmniej nie tylko przy wydarzeniach sportowych. W zamian uczą się, zdobywają wiedzę, która też jest zdecydowanie dostrzegana i doceniania przez przyszłych pracodawców. Poznają innych ludzi, inne kultury, chyba nie spotkałam na swojej ścieżce nietolerancyjnego wolontariusza.


Podziwiam, szanuję, doceniam. Dziękuję za, że jesteście.


7 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie