Bo ludziom zawsze wszystkiego jest mało...



Kojarzycie wypowiedź szopa z filmu „Skok przez płot” (2006, Dreamworks Animation)?

„My jemy żeby żyć, a oni żyją żeby jeść… Oto urządzenie, którym zamawiają żarcie, a to jeden z odgłosów który to żarcie wydaje, to z kolei rytualne przekazanie żarcia, a to jeden z rozlicznych pojazdów, którymi żarcie jest rozwożone, ludzie robią żarcie, biorą, rozwożą żarcie, oni jeżdżą żarciem. Ubierają się w nie. Tym je podgrzewają, a tym je schładzają. A tym… no to to ja nawet nie wiem… i co wyleciało? Żarcie! A to jest ołtarz, nad którym czczą swoje żarcie, to żrą jak zeżrą za dużo, a to robią żeby móc żreć jeszcze więcej. Wszędzie żarcie, żarcie, żarcie!!! I co myślicie że mają dość? No więc wcale nie, bo ludziom zawsze wszystkiego jest mało…”.


Ludzie chcą więcej… za wszelką cenę. Od zawsze chcieli zdobywać władzę, kolejne majątki, podbijać państwa i tak dalej. Tak jest w zasadzie z każdą dziedziną życia – bo było i jest nam zawsze mało…


Nam nigdy nie wystarcza. Musimy mieć markowe ciuchy, większe samochody, większe mieszkania, domy… Eventy muszą być co raz bardziej „wow” (cokolwiek już to znaczy). Kiedyś wyjazd integracyjny na kajaki był wystarczającą formą dobrej rozrywki, teraz żeby się pokazać, niby docenić pracowników, to już trzeba katamarany na Morzu Śródziemnym. Kiedyś konferencja z podstawową scenografią. Bardziej stawialiśmy na treści niż wizualną stronę wydarzenia. Teraz? Ledowe podłogi, projekcje multimedialne, bufety uginające się od jedzenia… I czemu to wszystko ma służyć? Dokąd to zmierza?


Czy naprawdę, by zmotywować i docenić pracowników, musimy iść w coraz to bardziej wysublimowane, spektakularne i drogie programy integracyjno-motywacyjne? Jesteście pewni, że uzyskujecie odpowiedni efekt? Czy może pracownicy, czekając na następny wyjazd, oczekują znów więcej niż dotychczas? Czy to jest dobra motywacja? Dokąd nas ona zaprowadzi?


Obecnie panuje opinia, że pracownicy są coraz bardziej roszczeniowi, a pracodawca, by pozyskać pracownika musi się postarać: pakiet medyczny, pakiety sportowe, vouchery zakupowe, dobrej marki samochód służbowy, wymyślne programy integracyjno-motywacyjne. Ale dobry pracownik przede wszystkim musi chcieć pracować, czuć że jego praca jest coś warta, że on jest doceniany i słuchany. Dobra atmosfera pracy, dobrze przygotowane stanowisko ze sprawnym sprzętem. Ale już przeszliśmy do formy zarządzania, a nie mi decydować o tym, jak chcecie doceniać pracowników ;-)


Wracając do „więcej…” – więcej nie zawsze znaczy lepiej, nie zawsze daje zamierzone skutki, nie zawsze daje gwarancję sukcesu. Na przykład taka konferencja dla grona najważniejszych klientów – mamy fantastyczną scenografię, multimedia, elementy muzyczne na żywo (by zrobić wrażenie), bardzo smaczne jedzenie (którego jest bardzo dużo) – czy tak uzyskamy właściwy efekt? Niestety nie, kluczem do sukcesu będą prelegenci – fachowcy, merytoryczni i umiejący w ciekawy sposób przedstawić swoją wiedzę. Reszta to opakowanie. I oczywiście, że powinno być profesjonalnie, ze scenografią, dobrym brandingiem, dobrym jedzeniem – ale to nie oznacza, że ma go być „więcej”, drożej, bardziej bogato. Opakowanie nie powinno przysłaniać tego, na czym nam zależy – na merytorycznej i ciekawej konferencji. Chyba lepiej gdy uczestnicy wyjdą i powiedzą, że słuchali z zainteresowaniem wykładów, wzięli udział w interesujących warsztatach niż gdy po konferencji zostanie wspomnienie „ale tam było dużo jedzenia”. No chyba, że zależy Wam na innych priorytetach ;)


Organizując imprezy sportowe, co raz częściej idziemy w efekty wizualne, oprawę graficzną, bogate programy „hospitality”. Tylko czy to jest najważniejsze przy tych wydarzeniach. Wiem, wiem. VIP-y płacą za to, by widzieć swoje logotypy, trzeba o nich dbać. Tak, ale wszystko można wyważyć. Im lepsza organizacja wydarzenia, im większe widowisko sportowe, tym również lepszy efekt marketingowy. Nie musimy w loży oferować nie wiem jakich frykasów, wystarczy tylko smaczne jedzenie w rozsądnych ilościach. Goście nie przychodzą tam po to, by się najeść na cały tydzień. Pomyślmy, jak można lepiej wyeksponować partnera/sponsora wydarzenia niż tylko przez bogaty branding. Ceremonia otwarcia nie powinna być większym „show” niż widowisko sportowe, które organizujemy.


Wiem, mam idealistyczne podejście do niektórych tematów, ale też wiem po tylu latach organizacji różnego rodzaju wydarzeń, że „więcej” nie jest idealną ścieżką. Planując kolejne wydarzenie, proszę zastanówcie się, gdzie jest granica wystarczającego profesjonalizmu, tego, co jest eleganckie i spełni oczekiwania uczestników i sponsorów, a gdzie zaczyna się „więcej”.



Cykl "O branży niepolitycznie" powstał dla redakcji Meeting Planner publikowany jest na http://www.meetingplanner.pl/

4 wyświetlenia0 komentarz

Techturka Ivetta Roczek

  • Black Instagram Icon

Zapraszam do współpracy!